Fotografia przyrody Marka Kosińskiego

Od kilkunastu lat mieszkam w unikalnym miejscu, jakim jest Puszcza Białowieska – ostatnim tak dobrze zachowanym niżowym lesie w Europie. Podstawowym tematem moich fotografii są dzikie zwierzęta w naturze. Pejzaże fotografuję już bardzo rzadko, makro prawie w ogóle. Puszcza daje olbrzymie możliwości fotografowi przyrody, więc korzystam z niej na różne sposoby. Przede wszystkim wykorzystuję własne czatownie oraz dobrze sprawdzone od kilku lat miejscówki. Nie jestem zwolennikiem fotografowania zwierząt z podchodu (no może poza żubrami), gdyż słabo się to sprawdza z uwagi na płochliwość większości gatunków.

Moim drugim ulubionym miejscem w Polsce są Stawy Milickie – są to zupełnie inne plenery, w porównaniu z tymi, które oferuje Białowieża. Stawy to oczywiście ptaki wodno-błotne na dużych otwartych przestrzeniach, z porannymi mgłami, odbiciami itp. Co roku we wrześniu i październiku spędzam tam większość czasu.

Sprzęt na stanie i w plecaku

Body:

  • Nikon D500
  • Nikon D750

Obiektywy:

  • AF Nikkor 20/2.8
  • AF-S Nikkor 24-120/4 G ED
  • AF-S Nikkor 70-200/2.8 VRI G ED
  • AF-S Nikkor 200-400/4 VRI D G
  • AF-S Nikkor 300/4 VR PF ED
  • Telekonwerter AF-S TC-14II

Statyw:

  • Manfrotto 055CX3,
  • Manfrotto 190CX3

Głowice:

  • Manfrotto Video 701 HDV
  • Manfrotto kulowa MH055
  • głowica poziomująca

Inne akcesoria:

  • wizjery kątowe Nikona
  • wężyki spustowe Nikona

Filtry: system Cokin P: szare połówki, polaryzacyjny kołowy B+W

Pierwszego Nikona kupiłem w 1997 roku i był to model F90x. Zastanawiałem się wówczas nad wyborem pomiędzy Nikonem i Canonem, i z jakiegoś powodu bardziej przypadł mi do gustu wspomniany model Nikona, który wygrał wówczas u mnie w konkurencji z porównywalnym modelem Canona. Potem, jak zacząłem już kupować osprzęt i obiektywy Nikona to nie myślałem o zmianie systemu, bo byłoby to zbyt kosztowne. Uważam, że są to dwie równorzędne firmy, z których czasem jedna z nich wyprzedza drugą, a potem się to wyrównuje. Muszę też przyznać, że przez długi czas poważnym argumentem za używaniem systemu Nikona był obiektyw 200-400/4, który w ofercie Canona pojawił się stosunkowo niedawno.

Gdzie zabieram D500 i D750

D500 jest moim podstawowym aparatem. Fotografowałem nim np. kuny czy borsuki przy ISO 30000 i te zdjęcia pod względem jakości (zwłaszcza szumów) były do zaakceptowania. D500 to model nowszy niż D750, posiadający małą matrycę APS-C (crop factor 1,5). Ten model wykonuje zdjęcia seryjne z prędkością 10 klatek na sekundę, co w fotografii akcji ma kluczowe znaczenie. Ponadto ma doskonały autofocus i świetnie sobie radzi w trudnych warunkach oświetleniowych.

D750 służy mi przede wszystkim jako body zapasowe. To aparat pełnoklatkowy (ogniskowej obiektywu nie mnożymy przez 1,5 tylko przez 1, co w efekcie sprawia wrażenie jakbyśmy oddalili się nieco od fotografowanych zwierzaków w porównaniu z D500). Nie jest też tak szybki jak D500 (tylko 6,5 klatki na sekundę) i trudniej sobie radzi w wysokich czułościach. Używam go także do fotografii krajobrazowej.

Do czego stosować obiektyw 300/2.8 lub 500/4

Jasne obiektywy stałoogniskowe są doskonałe z powodu jakości obrazu jaką oferują i fantastycznego rozmycia tła, czego brakuje mi w zoomach. Z drugiej strony są wielkie i nieporęczne, no i przede wszystkim mają stałą ogniskową i idące za tym ograniczenia. Będą one najbardziej przydatne w sytuacji, gdy fotografowany obiekt znajduje się bardzo daleko i wiadomo, że nie pojawi się bliżej. Nie będzie więc ryzyka obcięcia, a zdjęcie i tak będzie kadrowane podczas późniejszej obróbki.

Moje dotychczasowe projekty fotograficzne

Nigdy nie robiłem typowych projektów, w rozumieniu zleceń dla kogoś czy nawet dla siebie z zamiarem wydania książki, przygotowania wystawy itp. Zawsze byłem typowym dokumentalistą przyrody, czasem wykonywałem zdjęcia pod kątem pewnych publikacji, ale zazwyczaj było to po prostu wzbogacanie swojego archiwum o kolejne, ciekawe, ujęcia.

Nie projektem może, ale ciekawą fotograficzną przygodą było dla mnie odkrycie bogactwa przyrodniczego Stawów Milickich i potencjału fotograficznego tego wyjątkowego miejsca. Głównym tematem, jaki tam realizuję od dawna to zlotowiska żurawi i wodne rykowiska jeleni. Odbywają się często w tym samym miejscu, dając okazję do niezwykłych ujęć. Z takimi zdjęciami rzeczywiście przez jakiś czas byłem kojarzony, te ujęcia przyniosły mi też osiągnięcia konkursowe: zostałem finalistą nagrody publiczności (trafiłem do finałowej piątki) na największym konkursie fotografii przyrodniczej na świecie: BBC Wildlife Photographer of the Year w Londynie w 2014 roku, otrzymałem też  wyróżnienie na konkursie Europejski Fotograf Przyrody organizowanym przez Niemieckie Stowarzyszenie Fotografów Przyrody GDT w 2010 roku.

 

Na co zwracam uwagę w pracach innych fotografów

Moje główne kryteria to: kompozycja, światło i wyjątkowość pokazanej sytuacji przyrodniczej. Główny nacisk kładę na kompozycję, ponieważ zauważyłem, że ta najbardziej kuleje u fotografów nawet o bogatym i ciekawym dorobku. Myślę, że wynika to z faktu, że gdy jesteśmy świadkami unikalnej sytuacji, za bardzo skupiamy się na tym, żeby zdjęcie było doskonałe technicznie, zapominając zupełnie o kompozycji. A tę można przecież poprawić w domu podczas obróbki, trzeba jednak odpowiednio kadrować już w terenie, pamiętając, żeby zostawiać wystarczająco dużo miejsca wokół głównego tematu.

Co decyduje o sukcesie w fotografii przyrody

W dzisiejszych czasach, gdy praktycznie każdy jest fotografem i podaż fotografii przyrodniczych na rynku jest potężna, według mnie o sukcesie decyduje przede wszystkim innowacyjność. Trzeba zrobić coś, czego jeszcze nikt nie zrobił. Może to być dokumentacja nowych, słabo zbadanych tematów, może być też nowatorskie i unikalne podejście do tematów w najbliższym sąsiedztwie. Warto więc analizować zdjęcia, jakie robią inni fotografowie, obserwować jakie podejście się powtarza i próbować szukać czegoś innego.

Pokazać siebie

Istotnym elementem pracy każdego fotografa jest upublicznianie własnych zdjęć, a w tym temacie zaszły w ostatnich latach poważne zmiany. Publikowanie nie jest łatwe, gdyż wydawcy zaopatrują się głównie w agencjach mikrostockowych, które zapewniają im niskie ceny, ale jednocześnie zazwyczaj oferują marną jakość artystyczną fotografii.. Jeśli chcemy więc zobaczyć nasze zdjęcia w dobrej publikacji, najlepiej samodzielnie ją zaprojektować, wybrać zdjęcia i zapłacić za druk. Konkursy są na pewno dobrym sposobem na wyłuskanie unikalnych zdjęć z tych setek tysięcy innych, jakie teraz powstają. Wystawy z kolei mają niewielki zasięg, a jedynymi pewnymi gośćmi na wernisażach będą zapewne członkowie naszych rodzin i najbliżsi przyjaciele, którzy prawdopodobnie i tak już nasze prace dobrze znają. Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach najłatwiej dotrzeć do szerokiej rzeczy odbiorców z własnymi fotografiami przez internet, w tym szczególnie przez media społecznościowe. Natomiast najbardziej efektownym sposobem prezentacji zdjęć przyrodniczych jest według mnie prezentacja dużych powiększeń w zaciemnionej sali, na dużym kinowym ekranie i najlepiej z dobrze dobranym podkładem muzycznym.

Moje plany na przyszłość

W mojej fotografii przyrodniczej interesują mnie przede wszystkim tematy krajowe. A to głównie dlatego–, że jest jeszcze dużo do zrobienia w kwestii rozbudzania świadomości przyrodniczej wśród Polaków i pobudzaniu wrażliwości na piękno ojczystej przyrody. Dlatego trzeba tę przyrodę dokumentować i pokazywać szerszym odbiorcom, jakie skarby mamy jeszcze ciagle na terenie naszego kraju. A wydaje mi się, że co niektórzy o tym ostatnio zapomnieli.

Warsztaty i plenery

Popularyzacji piękna przyrody mają także służyć spotkania warsztatowe i plenerowe, jakie od lat organizuję.

Podczas tych spotkań  staram się stworzyć uczestnikom okazje do bliskiego obcowania z dzikimi zwierzętami w ich naturalnym środowisku. Wykorzystuję tutaj swoją wiedzę przyrodniczą oraz doświadczenie fotograficzne,z wyprzedzeniem przygotowuję odpowiednie miejsca, stawiam czatownie i w różny sposób zachęcam zwierzaki, aby możliwie często pod te ukrycia zaglądały.  Podczas prezentacji wstępnej, którą rozpoczynam każdą edycję warsztatów pokazuję zestaw własnych fotografii, opowiadam o tym co będziemy fotografować i jak najlepiej poradzić sobie z różnorodnymi trudnościami technicznymi. W czasie warsztatów zawsze odbywają się też zajęcia kameralne, a w wolnych chwilach pomiędzy sesjami terenowymi oglądamy wykonane zdjęcia i wspólnie je analizujemy. Takie spotkania budzą bardzo pozytywne emocje i kształtują odpowiedni stosunek do otaczającej nas przyrody.

Nad czym pracujemy

Warsztaty są kierowane zarówno do początkujących, jak i zaawansowanych entuzjastów fotografii przyrodniczej. Uczestnicy mogą poznać różne, specyficzne techniki fotografowania zwierząt, ale przede wszystkim uczą się cierpliwości i spokojnego oczekiwania w ciszy na ten krótki i właściwy moment, kiedy trzeba wcisnąć spust migawki. Może nie jest to oczywiste, ale fotografia przyrodnicza to głównie oczekiwanie i próba wykorzystania krótkiego momentu, który w każdej chwili może sie zdarzyć, a gwarantującego ciekawe ujęcie.

Głównym nawykiem , jakiego należy się pozbyć to wrażenie, że jak siedzimy w czatowni to zwierzak na pewno nas nie widzi. W przypadku niektórych gatunków np. ptaków drapieżnych, naszą obecność zdradzają ruchy obiektywu i nad tym musimy pracować. Szczególnie więc należy oduczyć się ruchów gwałtownych, gdyż one natychmiast płoszą drapieżniki i zastąpić je ruchami płynnymi, niemal nie widzialnymi z zewnątrz. Tylko takie dają szansę, że nasza sesja foto nie skończy się zupełną klapą.

Plener za granicą

Kierunki zagraniczne jakie  aktualnie proponuję to Bułgaria i Słowenia. Do Bułgarii jeździmy na żołny i kraski. To bardzo fotogeniczne gatunki, które najłatwiej spotkać w pobliżu ich miejsc lęgowych. U nas są rzadkie, więc lepiej ich zbytnio nie niepokoić. W Bułgarii natomiast są bardziej pospolite, a fotografujemy je tam z czatowni przygotowanych przez mojego zaprzyjaźnionego lokalnego fotografa.

W Słowenii fotografujemy niedźwiedzie w niezwykle klimatycznych starodrzewach bukowych Gór Dynarskich. Tam również korzystamy z gotowego systemu profesjonalnych czatowni.

Mój przełomowy zakup

U mnie sprawa wyglądała banalnie – był to zakup profesjonalnego, jasnego teleobiektywu, wspomnianego zooma Nikkora 200-400/4, którego zresztą używam do dziś. Jestem generalnie zwolennikiem zoomów, głównie, dlatego że pozwalają właściwie komponować obraz już w terenie. Chodzi tutaj przede wszystkim o możliwość ujęcia tematu w szerokim kadrze, w sytuacji gdy pojawi się blisko, a my np. siedzimy w czatowni i nie możemy sie oddalić. Do czatowni więc zoomy są najlepsze i nie ma ryzyka, że główny obiekt będzie przycięty. Od tego zakupu właściwie zacząłem na poważnie zajmować sie fotografowaniem zwierząt. A później to już kolejne body (aktualnie D500), które cenię przed wszystkim za dobrą pracę w wysokich czułościach. Daje to lepsze możliwości fotografowania tych zwierząt, które aktywne są w kiepskich warunkach oświetleniowych.

Na zdjęciach powyżejwidać sporo sprzętu, ale oczywiście rzadko noszę to wszystko razem w plecaku. Do czatowni zabieram większość, bo nigdy nie wiadomo co może się przydać.Na dłuższe piesze wycieczki lub na urlop biorę tylko zestaw podstawowy, co ostatnio oznacza: body oraz obiektywy 24-120/4 i 300/4 PF, bo cały ten zestaw mieści mi się w pokrowcu typu kabura, przypinanym do pasa.

Muszę jednak przyznać, że coraz mniej fotografuję na wyjazdach rodzinnych i raczej staram się ich nie łączyć z wyjazdami stricte fotograficznymi.

 

Autoportret, fot. M. Kosinski

Zapraszam tez na moja strone:

http://www.kosinscy.pl/witamy.html

i na facebooka:

http://www.facebook.com/marekkosinskifoto

 

Jesli ten tekst Ci zainspirowal to zapraszamy do komentowania, jak rowniez przeczytania o innych typach fotografii przyrody i konfiguracjach sprzetowych.

Posted in Ludzie, Sprzęt, Sprzęt fotograficzny and tagged , , , , , , , , , , , , , , , , , , , .

Dodaj komentarz